Kociewie i weekend nad Wdą

Czysta jak łza woda, to ona chyba najbardziej urzekła nas nad Wdą. A może jednak były to piękne i leciwe drzewa Borów Tucholskich rosnące w równiutkim szeregu jak na żołnierskiej musztrze? Z pewnością była to natura. Piękna, dzika i otaczająca nas z każdej strony.  Tak właśnie przywitało nas Kociewie, gdzie odpoczywaliśmy, a może raczej regenerowaliśmy się na rowerach i w kajaku po największym tegorocznym obżarstwie na Festiwalu Smaku w Grucznie.

Kociewie_1810

Spływ kajakowy Wdą

Jest druga połowa sierpnia, niedziela 10 rano. Wda meandruje cicho i spokojnie pośród Borów Tucholskich, łąk i rozsianych na nich niewielkich wiosek. Siedzimy wygodnie z kajaku. Woda nieźle nas wychładza, bo żar leje się z nieba. Jesteśmy sami, no prawie sami, bo wokół nas roznosi się radosny śpiew ptaków, a pod nami pływają mniejsze i większe ryby. Przez najbliższe dwie godziny nie zobaczymy i nie usłyszymy ludzi. Potem minie nas jeden kajak i znowu będziemy sami, aż do spływu do bazy w Tleniu. Patrzymy w wodę i nie wierzymy własnym oczom. Na dnie widać prawie każdy kamień, chyba, że przysłaniają go gęste podwodne trawy, falujące w zgodzie z niezbyt silnym nurtem rzeki.

Kociewie_1803 Kociewie_1775

Woda jest całkowicie przejrzysta, zaczynamy rozumieć jak wygląda woda pierwszej klasy czystości. W ogóle nie wygląda. Masz wrażenie, że po prostu jej nie ma. Tak jest na całej trasie spływu, dopiero przed Tleniem robi się mętna. Ale to zasługa mielizny i turystów na rowerach wodnych. Nie musimy zbytnio się wysilać, powoli suniemy z wartkim nurtem rzeki i kontemplujemy otaczającą nas przyrodę. Dobrze jest się tak zatrzymać. Na Kociewiu nad Wdą czas wydaje się płynąć wolniej.

Kociewie_1773

Kociewie i ruchanki z fjutem

Cześć z Was pewnie zastanawia się o co chodzi z tym Kociewiem. Kociewie to region etniczno-kulturowy leżący w dorzeczu dwóch rzek uchodzących do Wisły – Wierzycy i Wdy, nad którą jesteśmy.  Do Kociewia należy także zachodnia część Borów Tucholskich, po których śmigaliśmy po kajakach rowerami. Kociewiacy mają swoją gwarę i potrawy regionalne, z których najbardziej znane są ruchanki z fjutem. Ruchanki to drożdżowe racuchy smażone w głębokim tłuszczu. Nazwa pochodzi od „ruszenia” drożdży. Ruchanki tradycyjnie podaje się z fjutem, czyli smarowidłem z maślanki i cukru lub miodu, nazwa tego smarowidła wzięła się od ciągnącej konsystencji.  Inne tradycyjne potrawy kociewskie to szandar, czyli kociewska babka ziemniaczana podawana z plasterkami boczku na wierzchu, oraz placki ziemniaczane szory.

Gruczno Festiwal L3
Ruchanki z fjutem przygotowane podczas Festiwalu Smaku w Grucznie

Kociewie od kuchni

Skoro jesteśmy w temacie jedzenia, to właśnie na Kociewu odbywa się jedno z największych wydarzeń kuchni regionalnej w Polsce. Tym wydarzeniem jest wspomniany wcześniej Festiwal Smaku w niewielkiej wsi Gruczno, o którym przeczytacie w tym poście: 10. Festiwal Smaku w Grucznie – wielka, kulinarna uczta.  Objedliśmy się tam okrutnie i jesteśmy pewni, że zrobimy to po raz kolejny. Zwłaszcza, że po takim obżarstwie można wsiąść na kajak czy rower i w pięknych okolicznościach przyrody spalić łapczywie pochłonięte kalorie.

Kociewie_1695
Kociewskie stoisko na Festiwalu Smaku w Grucznie
Kociewie_1751
Grzanki z wątróbką i jabłkami w restauracji w Hotelu Evita

Ale na Kociewiu można zjeść dobrze nie tylko na Festiwalu Smaku. Zazwyczaj sceptycznie podchodzimy do hotelowych restauracji, ale w hotelu Evita w Tleniu czekała na nas miła niespodzianka.  Zjedliśmy wyśmienitą zupa z czarnych łebków z kluskami śląskimi i równie dobry żurek, a to są jedne z naszych ulubionych polskich zup, więc oceniamy je niezwykle krytycznie. Drugiego dnia nawet nie przyszło nam do głowy, żeby spróbować na pierwsze danie czegoś innego! Zaczęliśmy jednak od grzanek z wątróbką i jabłkami, które są naprawdę godne polecenia, zwłaszcza, że wielbicielami wątróbki nie jesteśmy, a zajadaliśmy się nimi jak nigdy. Na drugie danie zamówiliśmy bardzo dobre zrazy z dziczyzny na kaszotto z karmelizowanymi burakami oraz okonia, nie przekonały nas jedynie pieczone pierogi z pstrągiem i dziczyzną. Arcyciekawe okazały się lody zapiekane w piecu pod bezą, do tej pory nie zdarzyło nam się jeść lodów na gorąco! Ale nie będziemy mówić nic więcej, zapiekane lody trzeba przetestować samemu!

Kociewie_1756
Zupa z czarnych łebków z kluskami śląskimi
ZP__1767B
Lody zapiekane pod bezą

Jeżeli lubicie dobre piwo, wybierzcie się do małego lokalnego browaru zlokalizowanego w Przystanku Tleń, dawnej Samotni nad Wdą. Można się tu nie tylko napić warzonego na miejscu piwa, ale także poprosić właściciela, aby opowiedział o procesie warzenia i leżakowania tutejszego piwa. Kadzie warzelne i filtracyjne macie na wyciągnięcie ręki – stoją w przestrzeni publicznej Przystanku. Proces warzenia składa się z czterech etapów – zacierania, filtracji, wysładzania i gotowania. Po warzeniu następuje fermentacja burzliwa, a następnie cicha, proces ten trwa od kilku do kilkudziesięciu dni. Efekt jest piorunujący, tak dobrego piwa nie wypijecie nigdzie w okolicy. Smaku dodaje mu fakt, że właściciel i manager, którzy własnoręcznie warzą piwo to prawdziwi pasjonaci, którzy od lat warzyli piwo w domowym zaciszu.

Kociewie_1592 Kociewie_1590

Informacje praktyczne:

  • Wda obok Brdy jest jedną najdłuższych rzek w Borach Tucholskich, do tego niezwykle malowniczą. Długość spływu może mieć od kilku do ponad 140 km.
  • Tleń jest dobrą bazą wypadową na spływy. Spaliśmy w dwóch miejscach, oba możemy Wam bardzo polecić. Przyjemnym i klimatycznym miejscem noclegowym jest Przystanek Tleń, dawna Samotnia nad Wdą. Bardziej wymagającym polecamy czterogwiazdkowy Hotel&Spa Evita ze świetną strefą wellness oraz bardzo dobrym jedzeniem.
  • Do z Tlenia do autostrady A1 (zjazd Warlubie) jedzie się 20 minut.

Na Kociewie pojechaliśmy na zaproszenie Lokalnej Organizacji Turystycznej Kociewie.

Wszystkie posty z Polski:
Polska

Lubisz nasze wpisy? Udostępnij je znajomym i śledź nas na Facebooku i Instagramie!

29 komentarzy

Dodaj komentarz