Bolonia, czerwone miasto pod portykami

On 31 sierpnia 2017 by zlotaproporcja.pl

O miejscach, które są Tobie bardzo bliskie pisze się najtrudniej, nawet jeżeli znasz je naprawdę dobrze. A może właśnie dlatego. Podczas gdy Rzym jest wieczny  (Citta’ Eterna), Wenecja najjaśniejsza (la Serenissima), Florencja piękna (la Bella), Padwa mądra (la Dotta) Bolonii nie da się uchwycić tylko jednym słowem. Bolonia jest mądra (la Dotta), czerwona (la Rossa) i tłusta (la Grassa). Bywa nazywana też la Turrita, wszystko za sprawą jej słynnych wieży. Ale przede wszystkim Bolonia jest piękna i autentyczna. Nie ma tu komercji i tłumów turystów, turyści owszem przyjeżdżają, ale wtapiają się w mieszkańców i studentów. Pod portykami toczy się gwarne, włoskie życie pełne pełne smaków i tradycyjnej kuchni. Zabieram Was do Bolonii, która już zawsze będzie dla mnie miejscem wyjątkowym.

Bolonia la Dotta. Na jednym z najstarszych uniwersytetów na świecie.

Włochy, co do tego byłam pewna. Do wyboru miałam Mediolan, Turyn i Bolonię. Wybór miasta, w którym spędzę Erasmusa był bardzo prosty. Poszłam za głosem żołądka i rozsądku. Najstarszy uniwersytet cywilizacji łacińskiej, jeden z najstarszych i najbardziej prestiżowych uniwersytetów na świecie, tak mówi Wikipedia. Byłam ciekawa jak będzie, trochę bałam się wyniosłości i zadęcia, zupełnie niepotrzebnie. Niektóre wykłady odbywały się w salach, które liczyły sobie kilka wieków. Na początku ciężko się było skupić na słowach, ponieważ wpatrywałam się w wiekowe freski na sufitach. Szybko się do nich przyzwyczaiłam, podobnie jak do rzeźb i fontann w uniwersyteckim ogrodzie.

Na Wydział Stosunków Międzynarodowych, na którym studiowałam, jechałam kilka minut na czarnym rowerze z wiklinowym koszykiem. Mijałam Giardini Margherita, gdzie często spędzaliśmy popołudnia delektując się najlepszymi smakami i winem oraz spędzaliśmy wieczory w klubie pod gołym niebiem. Śmigałam pod portykami, przecinałam zabytkowe ulice, cieszyłam się włoskim życiem. Chodziłam na wszystkie wykłady chłonąc język, nocne imprezy odsypiałam podczas siesty. W weekendy jeździliśmy po Emilii Romanii, Toskanii, Veneto, podczas tych miesięcy byłam także w Lombardii, Ligurii i Umbrii. Im bardziej zbliżało się lato, tym więcej czasu spędzaliśmy na plażach Rimini czy Riccione. Poza sezonem jest tam całkiem pusto i bardzo przyjemnie, do tego jedzie się z Bolonii niespełna godzinę pociągiem.

Archiginnasio i Teatro Anatomico

Tak w bardzo dużym skrócie i uproszczeniu wyglądały moje studia na Uniwersytecie Bolońskim. Nie każdy może to przeżyć, ale każdy może poczuć magię tego miasta i uniwersytetu. Najlepiej zacząć od zbudowanego w XVI wieku Archiginnasio, to najbardziej znane miejsce Uniwersytetu Bolońskiego. Wstęp jest bezpłatny, wrażenia gwarantowane.  Już sam główny dziedziniec potrafi rzucić na kolana. Te wszystkie bogato zdobione herby dawnych studentów. Są tez polskie akcenty, jest tu Andrzej Krzycki, Wojciech Oczko, a nawet Mikołaj Kopernik.

Idziesz dalej, wchodzisz do Teatro Anatomico, tutaj już musisz zapłacić 3 czy 4 euro, ale właśnie tak wspierasz to miejsce. Siadasz w skrzypiącej drewnianej ławce, zamykasz oczy i czujesz naukę oraz historię, które spływają po tych ścianach, ławkach i stołach. To miejsce to swoista kolebka naszej nauki i naszej europejskiej cywilizacji. To tu odbywały się jedne z pierwszych sekcji człowieka na świecie, to tu zgłębiano tajemnice naszego ludzkiego ciała i ludzkiej materii.

W końcu docierasz do kolejnego niezwykłego miejsca, uniwersyteckiej biblioteki. Nie wejdziesz pomiędzy regały, tutejsze zbiory są zbyt cenne, a wręcz bezcenne. Z ciekawości zaglądasz do środka i widzisz regały ciągnące się po horyzont, zaczynasz się zastanawiać czy one się na pewno kończą?

Bolonia la Grassa. Tłusta, ale jakże znakomita!

Kuchnia dla Włochów jak wiecie nie jest po prostu zaspokojeniem podstawowych potrzeb, to sztuka, która w Bolonii, jak i całej Emilii Romanii została opanowana do perfekcji i wyniesiona na ołtarze. Lasagne, tortellini, mortadela oraz wszystkie inne dobra tego regionu. Jedzenie w Bolonii celebruje się i wielbi. Aby to zrozumieć wystarczy chociażby przejść się za dnia lub wieczorem na Via Pescherie Vecchie. Tu się je, kupuje, tu wszystko kręci się wokół jedzenia.

O Bolonii mówi się, że jest tłusta, czyli la Grassa, jest w tym oczywiście trochę prawdy. Najsłynniejszą potrawą jest ragù alla bolognese. Nie szukaj w menu spaghetti bolognese, taka potrawa w Bolonii nie istnieje. Sos z mielonym mięsem o nazwie ragù je się nie ze spaghetti, ale z makaronem tagliatelle. Przepis na ten prawdziwe bolońskie tagliatelle znajdziesz w tym poście. O tym co i gdzie zjeść w Bolonii przeczytasz wkrótce w innym poście.

Bolonia la Rossa. Wszystkie czerwienie Bolonii.

Czerwony od dawien dawna jest kolorem Bolonii. Zrozumiesz dlaczego kiedy wejdziesz na jedną z wież Due Torri i gdzie nie spojrzysz ciągnąć się będzie morze czerwono-ceglanych dachów.  To jeden z piękniejszych widoków w Bolonii.  Budynki są nie tylko pokryte dachówkami w czerwonej tonacji, ale także budowane były z czerwonej cegły z bardzo prozaicznej przyczyny – zbyt drogie było ściąganie marmurów i innych kamieni. Zaczęło się od dachów, ale we wszystko wmieszała się polityka i technologia.

Bolonia od dawna uznawana jest za bastion lewicy i lewicujących, a nawet komunistycznych poglądów. W Bolonii studiował i mieszkał chociażby Romano Prodi, jego dom znajduje się tuż przy Piazza Santo Stefano. Kiedy natomiast pójdziesz wieczorem w okolice Piazza Verde, spotkasz tam zapewne wiele młodych lewaków, punków, a nawet anarchistów.  Rejon ten wieczorami mocno kontrastuje z eleganckim i dostojnym obliczem innych zakątków Bolonii. Niektórzy idą jeszcze dalej i sugerują związek z czerwonym kolorem charakterystycznym dla Ferrari, ale to chyba zbyt daleko idące wnioski, ponieważ siedziba i świetne muzeum Ferrari znajduje się 50 kilometrów dalej w niewielkim Maranello.

Bolonia la turrita. Due Torri i wieże w Bolonii.

Due Torri, słynne dwie wieże, są jednym z symboli miasta. Choć sławą biją pozostałe wieże na głowę, nie są one jedyne. Bolonia to dawne miasto wież, stąd jej czwarty przydomek la Turrita. W czasach średniowiecza każda szanująca się rodzina budowała własną wieżę, w efekcie w XII i XIII wieku Bolonia była nimi dosłownie najeżona. Jak to mogło wyglądać zobaczyłam dopiero na tej grafice autorstwa Pecoraro, oczami wyobraźni ciężko było to ogarnąć. Istny las wież, spacer między nimi musiał być nie lada widokiem.  Gdybym mogła się cofnąć w czasie, Bolonia byłaby jednym z pierwszych miejsc, które bym odwiedziła. Wizualizacje dawnej Bolonii pełnej wież dostępne są pod tym linkiem.

Grafika Toni Pecoraro, https://en.wikipedia.org/wiki/File:Medieval_Bologna.jpg

Dziś w Bolonii możemy odnaleźć 20 dawnych wież. Cześć z nich wtapia się w otoczeni, niektóre są nadal świetnie widoczne tak jak centralnie położone Due Torri. Z jednej z nich, mianowicie z Torre degli Asinelli roztacza się bajeczna panorama całego miasta z wysokości 100 metrów. Wejście jest obowiązkowe podczas pobytu w Bolonii, jeżeli chcesz w pełni poczuć to miasto i przekonać się na własne oczy dlaczego Bolonia jest nazywana la Rossa.

Dwie wieże i Santa Stefano

Fontanna Neptuna, San Petronio, Piazza Maggiore, Santa Stefano – atrakcje Bolonii

Spotkanie z Bolonią najlepiej jest zacząć na Piazza Maggiore, w jego okolicy znajdują się największe atrakcje Bolonii. Na placu dominuje Bazylika San Petronio z XIV wieku, uznawana za jedną z najpiękniejszych ceglanych budowli gotyckich we Włoszech. Bazylika była budowana z ogromnym rozmachem, miała przyćmić wielkością rzymską Bazylikę św. Piotra, ale część funduszy finalnie przeznaczona została na budowę uniwersytetu, a plany zmieniono już po rozpoczęciu budowy Bazyliki – właśnie przez tą decyzję marmurowa mozaika na fasadzie kończy się na 1/3 wysokości, a nie przykrywa ją w całości. Piazza Maggiore to także popularne miejsce spotkań, latem na placu odbywa się kino letnie.

Renesansowa część centralnego placu, nazywana Piazza di Nettuno, kryje Fontannę Neptuna, najsłynniejszą fontannę Bolonii wyrzeźbioną w XVI wieku przez Giambolonię. Trójząb, który Neptun trzyma w dłoni, to nic innego jak symbol Maserati.  Na Piazza Maggiore znajduje się także Palazzo Re Enzo, Palazzo del Podestà, o którym piszę poniżej, czy też Palazzo dei Notai.  Blisko stąd do Due Torri, Archiginnasio, dzielnicy uniwersyteckiej w okolicach Strada Maggiore czy też kompleksu kościołów Santa Stefano. Ale w Bolonii warto nie tylko zwiedzać atrakcję, ale po prostu przespacerować się w gąszczu ceglanych uliczek pod wszechobecnymi portykami.

Sanktuarium San Luca i Bolonia pod portykami

Portyki, to niemalże tak znany symbol Bolonii jak dwie wieże. Mówi, się, że po Bolonii można spacerować w deszczu bez parasola i nie być mokrym. Bardzo wiele w tym prawdy, w centro storico portyków nie ma jedynie nad ulicami. Pod portykami się nie tylko spaceruje czy robi zakupy, są one na tyle szerokie, że da się pod nimi jeździć na rowerze. Sama czasami tak robiłam, kiedy złapały mnie rzadkie strugi deszczu. Jeszcze większe wrażenie robią liczby – portyków jest w Bolonii kilkadziesiąt kilometrów, podaje się, że w centrum portyków jest około 40 kilometrów, licząc z obrzeżami jst ich aż 60 kilometrów. Choć dodają miastu tak wiele uroku i za ich sprawą Bolonia walczy o miejsce na liście Unesco, zbudowane zostały z czysto praktycznych względów.  Dzięki portykom powstawała dodatkowa powierzchnia sklepów oraz powiększano powierzchnię wyższych pięter, pozwalając na swobodną komunikację pomiędzy budynkami. Jakże to proste i sprytne!

Najsłynniejszym portykami jest oczywiście Portico di San Luca, które prowadzi do położnego na pobliskim wzgórzu Sanktuarium Madonna di San Luca. Sanktuarium to kolejny symbol miasta. 666 portyków prowadzących do Sanktuarium mierzy 3 796 metrów, różnica poziomów wynosi 215 metrów. Gdy Bolończyk widzi San Lucę, wie, że jest już w domu. Położone na wzgórzu Guardia dyskretnie góruje nad czerwonymi dachami bolońskich kamienic. Widać je zarówno z autostrady prowadzącej do Bolonii, jak i z Due Torri, to idealne miejsce na dłuższy spacer i jedno z ulubionych spacerowych miejsc Bolończyków. Do portyków dojedziesz z centrum miejskim autobusem (numer 20), musisz wysiąść na via Saragossa kilka przystanków za Porta Saragossa.

Siedem sekretów Bolonii

Jeżeli przechodząc pod Palazzo del Podestà zobaczysz ludzi szepczących do murów budynku, nie bierz ich za wariatów. To tzw. Voltone del Podestà i mój ulubiony z siedmiu bolońskich sekretów. Wystarczy, że dwie osoby staną w przeciwległych narożnikach sklepienia i zaczną szeptać do ściany, aby osoba po przeciwległej stronie usłyszała jego słowa. Słyszałam już różne legendy dotyczące powstania tego niezwykłego miejsca – miało umożliwić trędowatym spowiedź albo dyskretna komunikację służby.

Na Via Piella 16 znajduje się okno w murze, z którego rozciąga się bardzo malowniczy widok na stary, boloński kanał, miejsce to nazywane jest Małą Wenecją. Kiedyś kanałów w Bolonii było całkiem sporo, dziś pozostało ich niewiele, jednym z nich jest właśnie kanał Aposa. Większość z nich została przykryta ulicami i kamienicami. Drugi, najbardziej znany obok Małej Wenecji, sekret Bolonii to słynny kciuk Neptuna. Kiedy Fontanna Neptuna została ukończona kardynał Bolonii zarządził zmniejszenie przyrodzenia ze względów religijnych. Twórcy zastosowali się do jego zaleceń, ale przemycili w rzeźbie pierwotne zamierzenia. Patrząc na Neptuna od tyłu pod odpowiednim kątem kciuk Neptuna złudnie wydaje się jego przyrodzeniem.

Na drewnianym suficie portyku prowadzącym do Corte Isolani na Strada Maggiore 26 znajdują się natomiast trzy strzały. Legenda mówi, że jeden z możnych wynajął trzech łuczników, aby ukarać zdradzającą go żonę i odebrać jej życie. Żona przed egzekucją zrzuciła ubrania, a porażeni jej pięknem łucznicy strzały umieścili nie w jej ciele a w drewnianym suficie.  Pozostałe sekrety nie są już tak spektakularne. Na sklepieniu portyku Canton de’ Fiori w okolicy via Indipendenza i via Rizzoli, czyli bardzo blisko Piazza Maggiore, znajduje się napis „Panis vita, canabis protectio, vinum laetitia”, co tłumaczy się:Chleb jest życiem, konopia ochroną, a wino radością”. Na szczycie Torre Asinelli znajduje się natomiast rozbity wazon symbolizujący wysokie umiejętności Bolończyków w rozwiązywaniu konfliktów. Wreszcie na jednej z ław uniwersyteckich w Palazzo Poggi na via Zamboni 33 znajduje się intrygujący napis „Panum Resis”, oznaczający, że wiedza powinna być podstawą podejmowania decyzji.

Informacje praktyczne:

  • LOTY: Do Bolonii najtaniej dolecisz z Warszawy Ryanairem, z Katowic Wizzairem. Z lotniska Marconi dojedziesz autobusem do centrum Bolonii oraz Stazione Centrale w 20 minut + ewentualne korki. Bilet w jedną stronę kosztuje 6 euro i kupisz go pod tym linkiem.
  • POCIĄG: Bolonia jest świetnie skomunikowana szybkimi pociągami: Florencja (37 minut), Mediolan (1 godz. 5 minut), Rzym (2godz. 17 minut), Turyn (2 godz. 13 minut). Do Florencji można dojechać także tańszymi, wolniejszymi pociągami. Pociągiem dotrzesz także do Rimini, Ravenny, Ferrary (bardzo polecam, o Ferrarze przeczytacie tutaj) czy też Wenecji.
  • NOCLEG: Noclegi w Bolonii wyszukasz pod tym linkiem.

Wszystkie posty z Emilii-Romanii:
Emilia-Romania

Wszystkie posty z podróży do Włoch:
Włochy

Lubisz nasze wpisy? Będzie nam bardzo miło, jeżeli podzielisz się nimi ze znajomymi i zostaniesz naszym stałym czytelnikiem na blogu, Facebooku i Instagramie!

Zapisz

Zapisz

10 komentarzy to “Bolonia, czerwone miasto pod portykami”

Dodaj komentarz