Albania na własną rękę była bardzo przyjemną i łatwą podróżą! Jechaliśmy do Albanii pełni ciekawości, wróciliśmy zachwyceni albańską naturą, gościnnością i autentycznością. W Albanii spędziliśmy 10 dni. Byliśmy na północy i południu kraju, w górach, w miastach z listy Unesco, jak i nad morzem. Podróżowaliśmy w pierwszej połowie października i poruszaliśmy się po kraju samochodem wypożyczonym na lotnisku w Tiranie. W sumie przejechaliśmy 1150 kilometrów. Albania zaskoczyła nas miło przyjaznymi ludźmi, przyjaznymi cenami i dobrymi drogami. Chętnie wrócimy do niej ponownie, aby poznać nowe miejsca oraz zobaczyć jak się zmienia i rozwija. A tymczasem mamy dla Was trochę naszych wrażeń i praktycznych informacji. W tekście przeczytacie o naszej trasie, o kosztach takiej podróży czy też naszych polecanych noclegach. Innymi słowy o tym, co według nas warto wiedzieć przed podróżą do Albanii, zwłaszcza jeżeli w Waszych planach jest Albania na własną rękę!
Spis treści
Albania na własną rękę
Po 10 dniach spędzonych w tym gościnnym bałkańskim kraju oraz przejechaniu 1150 kilometrów uważamy, że Albania na własną rękę jest świetnym i prostym do realizacji pomysłem. Organizacja podróży, w tym wynajem samochodu i rezerwacja noclegów, nie sprawiła nam żadnych trudności. Widać, że Albania i jej oferta dla turystów rozwija się w bardzo szybkim tempie, a Albańczycy starają się, są pomocni i szybko się uczą.
Podczas naszej podróży nie mieliśmy żadnych niebezpiecznych sytuacji, wszyscy byli bardzo przyjaźnie i życzliwie do nas nastawieni. Przed wyjazdem słyszeliśmy opinie, że w Albanii jest brudno i jest mnóstwo śmieci – w tych miejscach, w których byliśmy nie było to żadnym problemem. A przecież kawałek kraju przejechaliśmy! Natomiast uczciwie przyznamy, że ominęliśmy Durres, o którym słyszeliśmy najwięcej negatywnych opinii. Nasze noclegi również były bez zarzutu, jeżeli chodzi o czystość i bezpieczeństwo.
Trasa naszej podróży
Głównymi powodami, które przyciągnęły nas do Albanii, były Góry Przeklęte położone na północy kraju, Berat oraz południowe wybrzeże. Chęć zobaczenia tych miejsc oznaczała, że musimy przejechać całą Albanię. W sumie pokonaliśmy 1 150 kilometrów. Celowo ominęliśmy okolice Durres, czyli mocno zabudowaną przez hotele all-inclusive część wybrzeża, położoną blisko Tirany.
Dzień 1 – Przylot do Albanii
Nocleg: Lahuta e Vjeter Agroturizem
Nasz lot z Warszawy do Albanii był popołudniu, trwał około 1 godziny 40 minut. Pierwszy dzień to przylot do Tirany, odbiór samochodu na lotnisku oraz przejazd do pierwszego noclegu, czyli agroturystyki położonej 30 minut od lotniska w kierunku Jeziora Szkoderskiego i Gór Przeklętych.
Dzień 2 – Zamek Rozafy i Jezioro Szkoderskie
Nocleg: Theth
Jadąc w Góry Przeklęte przejeżdżaliśmy koło Jeziora Szkoderskiego, postanowiliśmy więc zobaczyć jak wygląda ono po albańskiej stronie. Rok wcześniej widzieliśmy je od strony czarnogórskiej, o czym pisaliśmy w tym tekście. Najpierw udaliśmy się do imponująco położonego Zamku Rozafy w Szkodrze, który bardzo nam się podobał! Potem pojechaliśmy nad Jezioro Szkoderskie, gdzie zjedliśmy fantastyczny obiad w Taverna Shkodrane z cudownym widokiem na jezioro o złotej godzinie. Wieczór to dojazd do Theth słynną krętą drogą wyasfaltowaną całkiem niedawno, bowiem w 2021 roku.
Dzień 3 – Góry Przeklęte i Przełęcz Valbona
Nocleg: Theth
Z samego rana wyruszyliśmy na szlak w kierunku przełęczy Valbona leżącej na wysokości 1795 metrów n.p.m. Na przełęcz doszliśmy po niespełna 4 godzinach z kilkoma przerwami na zdjęcia i widokowe kontemplacje. W sumie tego dnia przeszliśmy ponad 13 kilometrów i zrobiliśmy ponad 1100 metrów przewyższenia. Najwyższym punktem naszej trasy był skalisty szczyt koło przełęczy z pięknymi widokami znajdujący się na wysokości 1850 metrów n.p.m.
Dzień 4 – Góry Przeklęte: Blue Eye i wodospad Grunas
Nocleg: Theth
To był kolejny piękny dzień w Górach Przeklętych! Z Theth busem pojechaliśmy do początku szlaku na Blue Eye, czyli malowniczego oczka o turkusowej, niesamowicie przejrzystej wodzie. Szlak do Blue Eye z parkingu to 2 kilometry w jedną stronę. Miejsce jest popularne, dlatego najlepiej być tam jak najwcześniej! Z Blue Eye poszliśmy bardzo przyjemnym i pustym szlakiem prowadzącym przez dolinę do Theth oraz przy pięknym wodospadzie Grunas z hukiem spływającym ze skalnego zbocza. W sumie tego dnia przeszliśmy prawie 14 kilometrów.
Dzień 5 – Theth, Shirokë i przejazd do Beratu
Nocleg: Berat
To był dzień, w którym spędziliśmy najwięcej czasu (prawie 5 godzin) w samochodzie. Po śniadaniu zobaczyliśmy na spokojnie słynny kościół w Theth i wyruszyliśmy w kierunku Beratu. Po drodze zatrzymaliśmy się na fantastycznym punkcie widokowym w jednym z najwyższych punktów na drodze prowadzącej w Góry Przeklęte. Kiedy koło punktu widokowego zobaczyliśmy i poczuliśmy zapach jagnięciny na wielkim ruszcie, weszliśmy tam na bardzo dobry obiad do tamtejszej restauracji. Kolejnym przystankiem na rozprostowanie nóg i ciasto pomarańczowe w lokalnej kawiarni było Shirokë, czyli bardzo przyjemne miasteczko nad Jeziorem Szkoderskim. Według nas jest to bardzo dobra alternatywa dla noclegu w Szkodrze. Ostatnim przystankiem była winnica Çobo zlokalizowana kilkanaście kilometrów przed Beratem.
Dzień 6 – Kanion Osumi i Berat
Nocleg: Berat
Po śniadaniu pojechaliśmy do Kanionu rzeki Osumi, który przecina góry Tomorr i ma aż 26 kilometrów długości. Rzeka Osumi wije się pomiędzy jego niemalże pionowymi skalnymi ścianami, które w niektórych miejscach osiągają nawet 450 metrów wysokości. Aby dojechać do kanionu trzeba przejechać ponad 50 kilometrów z Beratu. Droga jest dobra, asfaltowa, ale wąska i kręta, a podróż zajmuje więc dobre 1,5 godziny. Wracając odwiedziliśmy kolejną winnicę Nurellari. Po południu postanowiliśmy zgubić się w labiryncie uliczek Beratu. Spacerowaliśmy po jego zakamarkach, podziwialiśmy jego widoki po zmroku i zjedliśmy pyszną, domową kolację w małej, rodzinnej restauracji.
Dzień 7 – Berat i Gjirokastra
Nocleg: Saranda
Po śniadaniu kontynuowaliśmy zwiedzanie Beratu, a dokładnie jego dzielnicy zamkowej. Pojechaliśmy także do małej manufaktury oliwek na obrzeżach Beratu, gdzie kupiliśmy 5 kilogramów pysznych, dużych oliwek po 12 zł za kilogram, a potem pojechaliśmy w kierunku Gjirokastry. Pierwotnie planowaliśmy nocleg w Gjirokastrze, ale finalnie zmieniliśmy plany. Po krótkim spacerze po Gjirokastrze, pojechaliśmy do Sarandy.
Dzień 8 – Saranda i Zamek Lëkursi
Nocleg: Saranda
To był dzień odpoczynku w naszym hoteliku na obrzeżach Sarandy z prywatnym zejściem do morza i cudownym widokiem na Korfu. W wodzie i nad wodą spędziliśmy pierwszą połowę dnia, po czym pojechaliśmy na smażone kalmary i grillowane ośmiorniczki do sklepu-smażalni, w którym dzień wcześniej byliśmy na kolacji. Potem był spacer po promenadzie w Sarandzie i Zamek Lëkursi, z którego roztacza się fantastyczny widok na Sarandę, Korfu, Ksamil i góry otaczające Sarandę.
Dzień 9 – Ksamil i Park Narodowy Butrint
Nocleg: Saranda
Miejscem, które bardzo chcieliśmy zobaczyć w okolicy Sarandy był Park Narodowy Butrint oddalony o zaledwie kilkanaście kilometrów od Sarandy. W parku położonym bardzo blisko granicy z Grecją zobaczyliśmy świetnie zachowane ruiny antycznego miasta Butrint. W drodze powrotnej zajechaliśmy do Ksamilu, czyli popularnej miejscowości nadmorskiej słynącej z pięknego koloru wody i piaszczystych plaż. Po południu poszliśmy na rybną ucztę w Sarandzie.
Dzień 10 – Powrót do Polski
Saranda pożegnała nas w dniu wyjazdu deszczem. Tego dnia mieliśmy do przejechania ponad 3 godziny z Sarandy na lotnisko w Tiranie. Po drodze zatrzymaliśmy się w znakomitej restauracji przy agroturystyce w okolicy Durres. Było to pełne smaku pożegnanie z Albanią!
Ceny w Albanii
Przed wyjazdem słyszeliśmy różne opinie o cenach w Albanii – także takie, że nie jest już tanio i że Albania zrobiła się droga. Po 10 dniach spędzonych w tym kraju według nas ceny są cały czas bardzo przyjazne! Bardzo miło zaskoczyły nas ceny w restauracjach, stosunek jakości noclegów do ich cen (o noclegach piszemy szczegółowo w dalszej części tekstu) czy też fakt, że niewiele atrakcji było płatnych. Obiady i kolacje dla dwóch osób składające się z przystawek i dań głównych kosztowały średnio 80-140 złotych. W przypadku atrakcji płaciliśmy jedynie za wejście do Zamku Rozafy i do Parku Narodowego Butrint. Zaskoczyły nas natomiast ceny wina w winnicach – ceny butelki wina zaczynały się od kilkunastu euro, więc stosunkowo dużo w porównaniu do innych kosztów.
Na miejscu płaciliśmy głównie gotówką – częściowo w lekach albańskich, częściowo w euro. W pierwszych dniach nad Jeziorem Szkoderskim i w Górach Przeklętych mieliśmy trudności ze znalezieniem sensownego punktu wymiany walut, a kiedy zorientowaliśmy się, że przelicznik w wielu miejscach jest bardzo uczciwy, to też jakoś specjalnie tych punktów nie szukaliśmy. Zawsze mieliśmy przy sobie trochę leków, ale bez problemu można było płacić w euro, ewentualnie resztę otrzymywaliśmy w lokalnej walucie. W jednym supermarkecie byliśmy zaskoczeni, że na paragonie znajdował się oficjalny kurs euro. Natomiast w wielu miejscach można było płacić bez problemu także kartą.
Główne koszty naszej podróży
Nasza podróż do Albanii kosztowała nas w sumie 6 500 zł za dwie osoby. W tej kwocie są wszystkie poniesione przez nas koszty – noclegi, loty, wynajem samochodu, posiłki i wszystko, co wydaliśmy na miejscu. Zaznaczamy, że nie wybieraliśmy najtańszych noclegów, najtańszego samochodu i jadaliśmy w miejscach, które nam się podobały. Jeżeli ktoś chciałby, mógłby bez problemu zmniejszyć tę kwotę.
- Bilety lotnicze Warszawa – Tirana – Warszawa dla 2 osób – 681 zł z dwoma rejestrowanymi bagażami
- Wynajem samochodu – 1 100 zł z pełnym ubezpieczeniem za średni samochód typu SUV
- Noclegi – 1 900 zł za 9 noclegów wszystkie z prywatna łazienką, śniadaniem i parkingiem
- Benzyna – 475 zł
- Bilety wstępu – 400 leków za osobę wejście do Zamku Rozafy oraz 1 000 leków za osobę za wejście do Parku Narodowego Butrint
Jadaliśmy w lokalnych knajpkach i tawernach. Jak wspomnieliśmy wcześniej za obiad lub kolację płaciliśmy od 80 do 140 zł za dwie osoby, w zależności od miejsca i menu, które wybieraliśmy. Jedliśmy ryby, owoce morza, jagnięcinę oraz typowo albańskie potrawy. W tych wyższych kwotach wliczone było wino do kolacji. Wszystkie śniadania mieliśmy wliczone w ceny noclegów, zazwyczaj były one bardzo sycące. Pamiętaj, że ceny, zwłaszcza noclegów, mogą się różnić w zależności od terminu podróży do Albanii. Dla przykładu nasz nocleg w Sarandzie z prywatna plażą i zejściem do wody kosztował nas w październiku 60 euro za dobę. W szczycie sezonu ten sam pokój kosztuje nawet 200 euro za dobę. Opinie o cenach w Albanii mogą więc po części zależeć od tego czy odwiedziło się ten kraj poza sezonem czy w jego szczycie.
Nasze sprawdzone noclegi w Albanii
Wybierając noclegi w Albanii kierowaliśmy się komfortową dla nas lokalizacją, możliwością zjedzenia śniadania i bezproblemowym parkingiem. Spaliśmy w sumie w 4 miejscach, choć pierwotnie planowaliśmy także jeden nocleg w Gjirokastrze. Finalnie zdecydowaliśmy się już na miejscu na dłuższy pobyt w Sarandzie. Wszystkie nasze noclegi to pokoje 2-osobowe z prywatną łazienką, śniadaniem i parkingiem w cenach od 130 do 260 zł za noc w zależności od lokalizacji. Rezerwowaliśmy je na Bookingu i tutaj mała ciekawostka – nie musieliśmy nigdzie zabezpieczać rezerwacji danymi karty kredytowej.
Fabeno Villa w Sarandzie z prywatnym zejściem do wody
To był zdecydowanie nasz najlepszy nocleg. Był idealny na zakończenie podróży i chillout nad morzem. Na początku zastanawialiśmy się czy nocować w Ksamilu czy w Sarandzie, finalnie przekonała nas lokalizacja Fabeno Villa Sarande i bardzo cieszymy się z tego wyboru! Fabeno Vila usytuowana jest na obrzeżach Sarandy za niezabudowanym cypelkiem osłaniającym ją od miasta. Jest bardzo kameralna, ma fajny taras z leżakami, prywatne wejście do czyściutkiej i przejrzystej wody (wieczorem jest podświetlana) oraz wspaniały widok na Korfu. Ta lokalizacja podobała nam się dużo bardziej niż turystyczny i mocno imprezowy Ksamil. Jeżeli szukasz ciszy i spokoju, to bardzo ją polecamy.
W październiku płaciliśmy 60 euro / 260 zł za dobę, spędziliśmy tam trzy noce i chętnie nocowalibyśmy tam ponownie! W cenie było śniadanie, parking, leżaki. Jak wspomnieliśmy wcześniej nasz pokój w sezonie kosztuje nawet 200 euro. Właściciele byli przemili i bardzo uczynni, a pokój czysty i przestronny z tarasem z widokiem oczywiście na Korfu. Na miejscu jest także rodzinna restauracja i beach bar dla gości. Pamiętajcie, że Fabeno Villa jest otwarta sezonowo od maja do końca października. Link do rezerwacji: Fabeno Villa Sarande
Klimatyczny hotel Demaj w Beracie
Nasz hotel Demaj w Beracie był zdecydowanie najtańszym noclegiem podczas podróży po Albanii. Zlokalizowany był w zabytkowym budynku z architekturą typową dla Beratu tuż przy zabytkowym centrum miasteczka i moście Gorica. Budynek był przyklejony do skalnej ściany – na hotelowym korytarzu było widać skałę. Nasz pokój był prosty, ale miał wszystko, co potrzeba, bardzo nam się podobał! Spędziliśmy w nim dwie noce. Płaciliśmy 130 zł za dobę, w tej cenie było śniadanie i, co bardzo istotne, kilka miejsc parkingowych zarezerwowanych dla gości znajdujących się praktycznie w centrum Beratu. Link do rezerwacji: Hotel Demaj PS. Właściciel ma przy hotelu mały sklepik ze znakomitymi serami! Próbowaliśmy wszystkie, bardzo nam smakowały!
Pensjonat w centrum Theth
Szukając noclegu w Theth, zwłaszcza poza letnimi miesiącami, polecamy Wam sprawdzić czy dane miejsce ma ogrzewanie lub klimatyzację, którą można ogrzać pokój. Choć na początku października dni były słoneczne i bardzo ciepłe, to temperatura w nocy spadała nawet do kilku stopni. Dokładając do tego niezbyt dobre izolacje budynków, w pokojach bez ogrzewania może być naprawdę chłodno! Spotkaliśmy na szlaków Polaków, którzy mieli 14 stopni w pokoju i brak ciepłej wody, więc zdecydowali się na zmianę noclegu na droższy, ale z ogrzewaniem. Inne osoby mówiły nam, że śpią w kilku warstwach i wełnianych skarpetach. Nasz pokój bez problemu mogliśmy ogrzać klimatyzacją.
W Theth nocowaliśmy w niewielkim i całkiem nowym pensjonacie Fryma e Bjeshkeve w samym centrum miasteczka. Dzięki temu byliśmy bardzo blisko szlaków i nie musieliśmy dojeżdżać na nie samochodem. Lokalizacja była super, pokoje ciepłe, woda pod prysznicem gorąca, śniadania obfite, jedynie pokoje mogłyby być trochę większe. Ale ogólnie bardzo polecamy to miejsce! Link do rezerwacji: Fryma e Bjeshkeve
Nocleg w agroturystyce blisko lotniska
Pierwszego dnia przylecieliśmy do Tirany późnym wieczorem. Musieliśmy jeszcze odebrać samochód, więc zdecydowaliśmy się na nocleg blisko lotniska w kierunku Jeziora Szkoderskiego i Gór Przeklętych, w których mieliśmy zaplanowane kolejne noclegi. Wybraliśmy agroturystykę Lahuta e Vjeter Agroturizem. Ciężko nam powiedzieć coś więcej poza tym, że miejsce było ładne, pokój bardzo przestronny a śniadanie bardzo dobre, bowiem tylko tam spaliśmy. Na nocleg „techniczny” było to bardzo dobre miejsce! Na koniec dostaliśmy butelkę wina, bowiem właściciele agroturystyki mają także własną winnicę.
PS. Pamiętaj, że jeżeli zarezerwujesz nocleg na Bookingu przez nasz link to my dostaniemy niewielką prowizję, a Ty zapłacisz tyle samo. W ten sposób możesz podziękować nam za treści na blogu!
Drogi w Albanii
Jak wspomnieliśmy już wcześniej podczas naszej podróży przejechaliśmy 1150 kilometrów. Musimy przyznać, że albańskie drogi miło nas zaskoczyły. Wszystkie były w dobrym lub bardzo dobrym stanie. Widać było, że wiele z nich powstała lub była naprawiana w ostatnich latach. Stan nawierzchni był naprawdę dobry! Nie trafiliśmy na żadną drogę, która byłaby w złym stanie i byłby problem, aby nią przejechać. Jedyna płatna droga to autostrada z lotniska na północ kraju. Przejazd nią kosztuje 250 leków / 2,5 euro w jedną stronę. Płatność w lekach, euro albo kartą.
Wiele dróg jest krętych, co jest zrozumiałe w kraju, którego 70% powierzchni stanowią góry. Z tego powodu czas przejazdu bywa relatywnie długi w przeliczeniu na przejechane kilometry. Najbardziej kręta droga, którą jechaliśmy to oczywiście trasa w Góry Przeklęte. Ze Szkodry do Theth niespełna 50 kilometrów jedzie się około 2 godzin. Jest to nowa, asfaltowa droga otwarta w 2021 roku. Wcześniej przejazd nią zajmował aż 4-5 godzin i był problematyczny dla samochodów osobowych. Jest to jeden z wielu przykładów jak Albania się zmienia, a jej infrastruktura robi się bardziej przyjazna.
Wynajem samochodu w Albanii
Żadnych problemów nie mieliśmy także z wynajmem samochodu. Samochód wypożyczaliśmy na lotnisku w Tiranie z lokalnej wypożyczalni Ecorent za pośrednictwem rentalcars.com. Odbiór samochodu oraz jego zwrot były szybkie i bezproblemowe, a obsługa świetnie mówiła po angielsku. Dostaliśmy całkiem nowy samochód Dacia, który był w bardzo dobrym stanie. Mieliśmy wykupione jak zawsze pełne ubezpieczenie w rentalcars. Kaucja za samochód wynosiła 600 euro i miała zostać zwrócona w ciągu 30 dni od dnia rozpoczynającego wypożyczenie. W rzeczywistości otrzymaliśmy ją dużo szybciej – po kilku dniach.
To co nas zdziwiło, to konieczność podpisania oświadczenia, że będziemy jeździli jedynie po drogach asfaltowych, za wyjątkiem krótkich dojazdów do noclegów i restauracji. Dowiedzieliśmy się o nim w momencie odbioru samochodu. Dostaliśmy mapkę z zaznaczonymi drogami niedozwolonymi, były tam m.in. droga do jeziora Bovilla czy też górskie drogi w okolicy Beratu (droga do mostu w Kanionie Osumi była dozwolona). W żaden sposób nie wpłynęło to na naszą podróż – tych dróg nie mieliśmy w planach. Kara za złamanie zakazu wynosiła 500 euro. Przy odbiorze nikt się nas o to nie pytał, nie wiemy czy w samochodach są lokalizatory gps jak sugerowała osoba, z którą podpisywaliśmy umowę. Para, z którą rozmawialiśmy w Górach Przeklętych, też musiała podpisać takie oświadczenie w innej wypożyczalni. Natomiast kiedy powiedzieli o planach dojazdu do Jeziora Bovilla, to uzyskali na to zgodę i zostało to uwzględnione w oświadczeniu.
Pogoda w Albanii w październiku
Nasz jesienny termin był dla nas strzałem w przysłowiową 10-tkę. Nie lubimy ani upałów ani tłumów ludzi, które są częste w tym kraju latem. W październiku w Albanii było ponad 20 stopni na wybrzeżu i niewiele mniej w górach. Przez większość czasu świeciło słońce, dopiero przedostatniego dnia pokropił deszcz, ale nie przeszkodził on nam w zwiedzaniu. Na południu rozpadało się w dniu naszego wyjazdu, który i tak przeznaczony był na transfer na lotnisko w Tiranie.
W żadnym z odwiedzonych przez nas miejsc nie spotkaliśmy tłumów. W Beracie czy w Theth było trochę turystów, ale i tak te miejsca zwiedzało się bardzo przyjemnie. Kolejnym plusem tego terminu były przyjaźniejsze ceny, o których wspominaliśmy już wcześniej. Podróż do Albanii w październiku oczywiście wiąże się z pewnym ryzykiem deszczu. Natomiast my jesteśmy bardzo zadowoleni z naszego terminu w pierwszej połowie października. Sami Albańczycy, z którymi rozmawialiśmy, przyznawali, że wrzesień czy pierwsza połowa października i druga połowa maja to najlepszy czas na zwiedzanie Albanii!
Albania na własną rękę – podsumowanie
Przed wyjazdem do Albanii warto zapoznać się z trudna historią tego kraju. Polecamy Wam dwie książki o Albanii. Po pierwsze, bardzo przyjemny reportaż „Albania. W szponach czarnego orła” Izabeli Nowak o kulturze, społeczeństwie, historii czy też kuchni tego kraju. Po drugie, „Błoto słodsze niż miód. Głosy komunistycznej Albanii” Małgorzaty Rejmer, która pozwala trochę zrozumieć komunistyczną przeszłość Albanii. Pamiętajcie, że Albania jest krajem, który cały czas jest w okresie transformacji i bardzo dynamicznie się zmienia. Jego mieszkańcy ciężko pracują, często na dwa etaty, i starają się, aby jak najlepiej ugościć swoich klientów czy też gości. Czasami zdarzają się niedociągnięcia, ale wszystkie nasze prośby spotykały się z uśmiechem, zrozumieniem i dużą serdecznością. Nasz pobyt wspominamy bardzo ciepło i bardzo chętnie wrócimy ponownie do Albanii!
PS. Jeżeli planujesz podróż tylko na południe Albanii ciekawą alternatywą dla lotu do Tirany może być przelot na Korfu i przepłynięcie promem do Sarandy!
Wszystkie teksty z Albanii:
Albania
Lubisz nasze wpisy? Udostępnij je znajomym i śledź nas na Facebooku i Instagramie!






































4 komentarze
Mi się podobało, znowu byłem na dalekiej wyprawie i widziałem kraj o którym krążą legendy lat minionych, pozdrawiam !
Bardzo cieszymy się, że mogliśmy wspólnie odbyć wirtualną podróż! 🙂
Bylam w tych wszystkich miejscach ale Albani nie polecam . Zwiedzilam cale Balkany ale tylko w Albani spotkalam tak nieprzyjaznych ludzi! Wielkie rozczarowanie
Przykro nam to słyszeć, my po podróży mamy zupełnie inne odczucia. Spotkaliśmy bardzo przyjaznych ludzi i nie mieliśmy żadnych przykrych sytuacji. Chętnie odwiedzimy Albanię ponownie! Pozdrowienia