Nasze odczucia względem Bałtyku są skomplikowane. To chyba najwłaściwsze słowo. Z jednej strony uwielbiamy nasze bałtyckie piaszczyste, szerokie plaże i fenomenalne zachody słońca. Na tych plażach w dzieciństwie budowaliśmy zamki z piasku i szczękaliśmy zębami z zimna po prawie każdej morskiej kąpieli. Wspomnienia mamy piękne i bezcenne. Z drugiej strony stronimy od tłumów i typowo turystycznej komercji, które z roku na rok zalewają one coraz bardziej nasze rodzime wybrzeże. Jak dziś pamiętamy nasze twarde lądowanie w Gdańsku po powrocie z błogiej Islandii. Był szczyt sezonu, dziki tłum i liczne puste butelki po alkoholu zakopane w piasku o poranku.
Na szczęście cały czas na naszym polskim wybrzeżu są białe plamy na tym coraz bardziej turystycznym i zabudowanym szlaku. Obok Łeby, Mielna i Władka są miejsca, w których jest pusto, przyjemnie i spokojnie, a parawany nie tarasują dojścia do morza. Nie ma tam wątpliwej jakości smażalni, zapiekanek gigantów, lodów z automatu czy też gofrów z owocami w żelu. Jest za to cisza, spokój i wiatr szalejący beztrosko po pustej plaży. Takim miejscem cały czas jest Słowiński Park Narodowy i leżący w jego sercu Smołdziński Las. To prawdziwy Bałtyk dla koneserów.
