5 rzeczy, które zaskoczyły nas w Indiach

Co nas zaskoczyło w Indiach? Na pewno nie śmieci – ich się spodziewaliśmy. Tak, momentami było bardzo brudno, zwłaszcza w dużych miastach, ale chyba każdy kto wybiera się do Indii jest tego świadomy, albo przynajmniej świadomy być powinien. Nie jechaliśmy z nastawieniem, że zobaczymy tylko piękne i kolorowe Indie, ale także ich wszystkie twarze, biedę, ludzi mieszkających na ulicach oraz sterty śmieci. Podczas podróży przydarzyło się nam jednak kilka małych i dużych rzeczy, których się nie spodziewaliśmy i naprawdę nas zaskoczyły.
_MG_7349

Wybredne bankomaty

Lotnisko w Mumbaju, pierwsze minuty w Indiach, środek nocy, a tu taka sytuacja. Chcemy wyciągnąć z bankomatu trochę rupii, żeby nie wymieniać dolarów po złodziejskim, lotniskowym kursie, wkładamy kartę i nic. Próbujemy jeszcze raz, dalej nic, bankomat nas olał, potraktował jak powietrze. Cóż, będziemy musieli poradzić sobie inaczej.Zanim odeszliśmy rzuciliśmy okiem na ekran, a bankomat jednak się namyślił i prosi Natalię o wpisanie pinu. Już wiemy, że bankomaty reagują nawet z kilkuminutowym opóźnieniem, a sama transakcja rozpoczyna się dopiero po wyjęciu karty i odczekaniu kilku dłuższych lub krótszych chwil. Nie każdy bankomat chciał z nami współpracować. Z Goa do Hampi jechaliśmy ze 150 rupiami w kiszeni, bo bankomaty w Margaonie naszych kart nie czytały, chociaż z lokalnymi nie miały problemu. W Hospet jedną kartę zablokował nam nasz bank, bo uznał, że transakcja jest podejrzana. Dodamy, że w ciągu całej podróży z bankomatu chcieliśmy skorzystać całe trzy razy.

_MG_0024

Proszę, rób zdjęcie z moim dzieckiem!

Każde święte miejsca i każdy znany zabytek oznaczał dla nas sesję zdjęciową z tłumem hindusów. Zdarzało się, że ustawiały się kolejki chętnych. Byliśmy zaczepiani na ulicy, w świątyniach czy na promie w Mumbaju – tam mieliśmy zdjęcia chyba ze wszystkimi pasażerami. O zdjęcia prosili dorośli, dzieci i całe rodziny. Jedna rodzina porzuciła na chodniku swój bagaż i pobiegła za nami pod Gateway of India, w końcu czego się nie robi dla dobrego zdjęcia. Najbardziej zaskakujące były matki wciskające małe dzieci na nasze ręce, zróbcie z nim zdjęcie, to będzie miało ono szczęście. Zdjęć z dziećmi w samym Mumbaju mieliśmy kilkanaście.

mumbai1

Alkohol w Indiach

Z alkoholem w Indiach jest różnie, wszystko zależy od miejsca gdzie się znajdujesz. Na Goa pić można do woli, w świętych miejscach i w okolicach świątyń jest on zakazany. Hindusi i muzułmanie alkoholu nie piją. Dlatego nie jest go łatwo znaleźć w menu knajp i restauracji. Bez problemu można go kupić w wine shopach. Religia religią, ale rzeczywistość wygląda trochę inaczej. W Kerali czy Hampi piwo można kupić w prawie każdej knajpie pod stołem. Zadziwiające jest, że widząc białego człowieka hindusi nie zachwalają swoich knajp dobrym jedzeniem czy pyszną, świeżą rybą, a butelką piwa. W Hampi czułam się jak jeszcze kilka lat temu w polskim pociągu. Idąc główną ulicą zamiast krzyku „piwo, jasne piwo” był dyskretny szept „piwo, u nas można kupić piwo”. Tak jakby każdy przyjechał tam przez pół świata, aby wypić butelkę piwa.

_MG_6149

Przeklęte białe kulki

Pierwsza noc, z lotniska dojeżdżamy do naszego noclegu koło 3 w nocy. Wchodzimy do pokoju, wszystko pięknie, tylko ten paskudny zapach. Kojarzymy go z toalet na lotniskach Tajlandii. Musi pochodzić z łazienki. Zwłaszcza, że wzmaga się po odkręceniu wody. Szybko łapiemy winowajcę. To białe, dezynfekujące kulki, które hindusi upychają w łazienkach wszędzie gdzie się da. W zlewach, w odpływach, w rogach łazienki. Wystarczy je wytropić, wyrzucić, przewietrzyć i ten paskudny zapach znika. Każdy nocleg zaczynamy od polowania na te przeklęte kulki. W Auranagabadzie w naszej łazience znaleźliśmy ich kilkanaście…

_MG_0130

Zawód żebrak

Najbardziej przykra rzecz to profesjonalizm z jakim zarabia się tu na niedoli i niedostatku. Widząc wielu ludzi żyjących w nędzy chciałbyś im jakoś pomóc, ale szybko zauważasz, że chyba się nie da. Ci naprawdę potrzebujący nie wyciągają rąk po pieniądze albo pieniądze, które chcesz im dać nie trafią do nich. W Varkali przy głównej promenadzie o pieniądze na jedzenie prosił niedowidzący. Rano daliśmy mu garść rupii, wieczorem odkryliśmy, że jest on właścicielem jednego ze sklepików przy głównej promenadzie. W ciągu dnia „zarabia” na ulicy, podczas gdy pracujące u niego dzieci sprzedają torebki, ubrania i drobne pamiątki. Wieczorem kiedy kończy swój uliczny etat przychodzi do sklepu, liczy utarg i strofuje pracujące dzieci. Na dworcu w Margao zaczepiła nas starsza kobieta prosząc o pieniądze na jedzenie. Pieniędzy nie chcieliśmy jej dawać, poza tym i tak ich za bardzo nie mieliśmy, bo bankomat nie chciał z nami współpracować. Za to jedzenia mieliśmy pod dostatkiem. Niestety pani nie była zainteresowana ani bananami ani batonikami, interesowały ją jedynie pieniądze. Kiedy uprzejmie po raz kolejny powiedzieliśmy, że chętnie podzielimy się z nią jedzeniem, a nie pieniędzmi, zaklęła pod nosem, splunęła na boki i poszła dalej. Potrzebujących jest w Indiach na pewno wielu, tylko jak ich znaleźć?

Wszystkie posty z podróży po Indiach:
Indie

Wszystkie przepisy z Indii:
Kuchnia indyjska

Lubisz nasze wpisy? Będzie nam bardzo miło, jeżeli podzielisz się nimi ze znajomymi i zostaniesz naszym stałym czytelnikiem na blogu, Facebooku i Instagramie!

6 komentarzy

Dodaj komentarz