Tajemnicze ruiny i kamienne stosy w Hampi

Pomiędzy wzgórzami Karnataki, kilkaset kilometrów od wybrzeża, na 26 km kwadratowych znajduje się kilkaset ruin świątyń starożytnego hinduskiego imperium Widźajanagaru. Po kilku dniach spędzonych w Hampi wiemy jednak, że to nie świątynie, a beztroska aura miasteczka, wielkie stosy kamieni rozrzucone po okolicy, zielone pola ryżowe i lokalne wioski są największymi atrakcjami tego miejsca. „Don’t worry, be Hampi” krzyczą napisy na koszulkach sprzedawanych na tamtejszych straganach w pełni oddając leniwą atmosferę miasteczka.

_MG_7131

„Don’t worry, be Hampi”

Na początku naszej indyjskiej wyprawy spotkaliśmy Austriaka, który do Hampi wrócił po kilku latach, aby spędzić tam 6 tygodni. Z każdego wypowiedzianego przez niego zdania o Hampi bił zachwyt i fascynacja. To miejsce przyciąga ludzi poszukujących odskoczni od hałaśliwych i zatłoczonych Indii oraz błogiego spokoju. Nie ma tu drogich hoteli, ekskluzywnych restauracji czy wszechobecnych w Indiach kontrastów. Ba, nie ma nawet mostu na drugą stronę rzeki, gdzie powoli i leniwe sączą się beztroskie dni turystów z plecakami wtopionych w lokalne życie. Ale wystarczy zapakować się na małe barki zapełnione ludźmi i motorkami do granic możliwości i za 50 groszy oraz kilkanaście lub więcej minut znajdziemy się po drugiej stronie. Nikt tu się nie śpieszy, czas jest nie istotny, liczy się tylko leniwa beztroska.

_MG_7121

Lokalni mieszkańcy znaleźli alternatywny środek transportu – bambusowe kosze wzmocnione czymś w rodzaju papy. Oczywiście można się z nimi dogadać i za garść rupii pokonać rzekę w bardziej tradycyjny sposób. Takie kosze widzieliśmy już wcześniej. Dokładnie tak samo poruszali się Khmerowie po jeziorze Tonle Sap i Mekongu w Kambodży.

_MG_7118

Ceny i życie w Hampi

Każdego dnia przez kilka godzin nie ma prądu, ale przecież nie jest on wtedy nikomu potrzebny. Można wtedy ułożyć się wygodnie na poduszkach w klimatycznej knajpce nad brzegiem rzeki i cieszyć oczy widokiem świątyń po jej drugiej stronie, dzieci pluskających się w wodzie czy kobiet robiących pranie na jej brzegu. Albo pędzić do ruin na skuterze wynajętym za grosze. Dzień rozpoczyna się często od jogi i kończy głębokim ajurwedycznym masażem, tańszym o połowę w porównaniu do wszystkich innych miejsc w Indiach, w których byliśmy. Tańsze jest tu praktycznie wszystko, w końcu nie jest to miejsce dla masowych turystów. Nocleg zaczyna się od 7,5 złotego za osobę, tyle samo kosztuje wypożyczenie motorka na cały dzień. Drogie jest tu jedynie piwo sprzedawane pod ladą większości knajp – 10 zł za butelkę. Cóż, kontrabanda zna swoją cenę. Hampi to hinduskie święte miejsce, co oznacza zakaz picia alkoholu i spożywania mięsa w jego okolicy. Jak widać dla turystów robi się wyjątek.

_MG_7222

Świątynie w Hampi

Pomiędzy ruinami rozrzucone są dziesiątki tysięcy kamieni.  Roztaczają one wokół siebie aurę tajemniczości, ponieważ wyglądają jakby ktoś bawił się w olbrzymie puzzle i je poukładał. Nie wiadomo za bardzo skąd się tu wzięły i dlaczego wyglądają jakby były dopasowane jeden do drugiego. Nie kupujemy teorii, że powstały podczas połączenia Dekanu z kontynentem i się po prostu wypiętrzyły. Kamiennych gór i stosów jest zbyt dużo, aby mogły się w taki przypadkowy sposób wypiętrzyć. Ile ich jest najlepiej widać ze szczytu świątyni Hanumana położonej po drugiej stronie rzeki, do której prowadzą 572 kamienne schodki.

_MG_7260

hampi

Jak zwiedzać świątynie w Hampi?

Świątynie najłatwiej i najprzyjemniej zwiedza się na motorku. Alternatywą jest riksza, ale poruszać się nią można tylko po tej bardziej świątynnej stronie rzeki z najbardziej znanymi i zachowanymi ruinami. Nawet przez sekundę nie zastanawialiśmy się co wybrać. Na motorku śmigać może tu każdy. Nikogo nie interesuje prawo jazdy czy umiejętności. Zresztą są one nie potrzebne – motor nie ma biegów, ma tylko gaz i hamulec. Wystarczą tylko chęci i można ruszać przed siebie.

_MG_7172

Świątynia Vittala

Świątynia Vittala, która jest najbardziej znana i największa, okazała się też najładniejsza i najciekawsza. Prowadzi do niej dwukilometrowy trakt, który kiedyś był… targiem koni. Wnikliwie rozglądając się na boki można dostrzec ruiny małych stajni dla koni oraz ornamenty na samych świątyniach, których motywem przewodnich jest handel końmi. Wokół rozpościerają się oczywiście sterty wyszlifowanych głazów, z lazurowego nieba leje się żar, zwiedzających jest tutaj niewielu, możemy więc podziwiać ruiny praktycznie osamotnieni. Po kilkunastu minutach zagaduje nas lokalny przewodnik, trochę sceptycznie nastawieni postanawiamy zaryzykować i skorzystać z jego propozycji –  za 10 zł otrzymujemy 30 minut zaskakująco ciekawych opowieści nie tylko o samym kompleksie, ale także o historii i kulturze samego imperium.

_MG_7129

Najbardziej znaną częścią świątyni jest bogato zdobiony kamienny powóz stojący tuż przy jej wejściu. Na pierwszy rzut oka wygląda jakby był wyrzeźbiony w jednej, monolitycznej strukturze, ale przy z bliska można dostrzec, że wykonany jest on z kilku misternie połączonych bloków skalnych. Dwa koła były kiedyś ruchome, co widać po wyślizganym kamieniu wokół nich i bezpośrednio na nim. Do powozu zaprzęgnięte są teraz kamienne słonie, ale pierwotnie były tam posągi koni, które zostały zniszczone, a ich miejsce zajęły właśnie słonie. Po koniach pozostały ogony i tylne nogi wyrzeźbione bezpośrednio w kamiennym powozie.

_MG_7183

Dużo ciekawsza jest według nas główna sala świątyni znajdująca się za kamiennym rydwanem, czyli Maha-Mantapa. W jej środku znajdują się rożnej grubości tzw. muzyczne filary, będące niczym innym jak starożytnymi instrumentami. Grało się na nic poprzez uderzenia drewnianymi klockami. W zależności od grubości i ilości filarów wydawały one różne dźwięki. Niestety nie mieliśmy okazji przyjrzeć się im z bliska ani tym bardziej wypróbować. Pilnują ich strażnicy, aby je uratować. Zwiedzający przychodzili tutaj z własnymi kijami i ponoć tak walili w filary, że zaczęło grozić im zawalenie. Było to jedyne miejsce we wszystkich świątyniach, które jest zamknięte dla turystów.

_MG_7135

Przy większości świątyń rosną takie oto drzewa. Dlaczego właśnie te drzewa? Żeby nie trzeba było nosić do świątyń kwiatów – podarunków dla bogów. Lepiej, żeby rosły na miejscu. Bardzo sprytne.

_MG_7217

Świątynia Virupaksha wyrasta w samym centrum Hampi Bazaar i góruje nad całą wioską.

_MG_7209

Słynny posąg Lakshmi Narasimha został wykuty z jednej skały. Narasimha oznacza pół-człowieka, pół-lwa, i jest czwartą inkarnacją Pana Wisznu. Ciężko nam było dostrzec to podobieństwo do lwa. Starożytny, indyjski lew musiał się sporo różnić od tych, które znamy obecnie.

_MG_7221

Lokalne wioski wokół Hampi

Najciekawsze miejsca da się zobaczyć w ciągu jednego dnia, ale naprawdę nie warto tak się śpieszyć. Warto za to cieszyć się tutejszą beztroską, zgubić się pomiędzy ruinami i ryżowymi polami oraz pojeździć tamtejszymi bezdrożami po lokalnych wioskach.

_MG_7224

Tylko wtedy można odkryć perełki lokalnej kuchni. Nas najbardziej urzekły papryczki chilli w cieście smażone w głębokim tłuszczu, popołudniowy przysmak we wszystkich okolicznych wioskach. Odkryliśmy je „dzięki” przerwie w dostawie prądu. Pojechaliśmy do Anegundi do najbliższego bankomatu, ale bez prądu bankomat nie zadziała, więc wybraliśmy się na spacer po tamtejszych uliczkach. Na wszystkich kuchennych straganach królowała ostra papryka. Zamówiliśmy więc dwie porcje, było ostro, ale dało się zjeść ze smakiem 🙂

_MG_7240

Oddalona o kilka kilometrów zapora Tungabhadra w porze deszczowej chroni Hampi i okoliczne wioski przed powodziami, a w porze suchej nawadnia pola ryżowe. To dzięki niej jest tu tak pięknie i zielono.

_MG_7268

Drzewo na opał nosi się tu oczywiście na głowie. Grupki kobiet idą pod gałęzie wiele kilometrów wymieniając się co jakiś czas ładunkiem.

_MG_7271

Na głowie nosi się też pranie nad rzekę. Piorą w niej nie tylko dorosłe kobiety, ale też kilkuletnie dziewczynki.

_MG_7305

Na bezdrożach można też spotkać lokalnego „wojownika”, który pręży muskuły i prosi o zdjęcie…

_MG_7116

_MG_7275

Informacje praktyczne:

  • Noclegu najlepiej szukać po drugiej stronie rzeki. Nie ma tam zgiełku i tłumu nagabywaczy jak w Hampi Bazaar, jest za to wiele przyjemnych knajpek i bambusowych wiosek. Ceny domków zaczynają się za 7,5 zł, ale warunki w tych najtańszych mogą nie są najlepsze. Za 30 zł można znaleźć przyzwoitą dwójkę. Niestety check-out jest tu bardzo wcześnie o 9.30 – nie ma wyjątków ani możliwości dopłacenia za pół dnia.
  • Motorki rozchodzą się jak ciepłe bułeczki, dlatego warto rezerwować je od razu po przyjeździe.
  • Barki kursują do godziny 18, jeżeli przyjeżdżacie do Hampi po tej godzinie, na drugą stronę dostaniecie się tylko pływających koszach lokalnych mieszkańców.
  • Do Hampi przyjechaliśmy z Goa pociągiem. Podróż trwała około 7 godzin. Pociąg dojeżdża tylko do Hospet, stamtąd pojechaliśmy do Hampi za 150 rupii (trzeba się targować, cena wyjściowa to 400 rupii).
  • Codziennie od około 11 do 17 w całej okolicy nie ma prądu. Oznacza to, że nie ma bieżącej wody, światła, nie działają bankomaty. Dlatego warto mieć latarkę, zapas gotówki i wody.

Wszystkie posty z podróży po Indiach:
Indie

Wszystkie przepisy z Indii:
Kuchnia indyjska

Lubisz nasze wpisy? Będzie nam bardzo miło, jeżeli podzielisz się nimi ze znajomymi i zostaniesz naszym stałym czytelnikiem na blogu, Facebooku Instagramie!

11 komentarzy

Dodaj komentarz